Niestety, do dziś nie mam rozpiski diety... Wydzwanialiśmy do przychodni, proponowano nam ponowne umówienie się, potem dietetyczka przebywała na L4... W sumie przeanalizowałam wizytę i nie jestem zadowolona... Osoby z mojego otoczenia twierdzą, że nie jem dużo ani tłusto. Aktywności nie mam żadnej. Siedzę wszędzie: w pracy, w domu, w komunikacji. Spróbuję od tej strony chociaż łatwo nie będzie. Powinnam poświęcić godzinę dziennie na jakąkolwiek aktywność. Skoro powinnam, to...
Mocy, przybywaj! Godzina w trakcie domowych wygibasów imitujących gimnastykę to nie jest mało. Aczkolwiek dzisiaj mam zakwasy w okolicy pasa i dolnego odcinka kręgosłupa, czyli najsłabsze partie. Może powinnam tego posta pisać na stojąco? Myślę, że dobrym postanowieniem będzie zakaz siadania wszędzie poza pracą. Każde bezczynne stanie zamienić na przetupywanie, spacerowanie bądź napinanie mięśni nóg.
Wiem, to kolejny mały krok do próby schudnięcia. Nie wiem czy okaże się skuteczny. O aktywności myślę już od dawna jednak ciągle nie mogę się zorganizować. Jestem też zmęczona po całym dniu. Specjaliści namawiają do wykonywania ćwiczeń wtedy, kiedy mamy formę, ale co ja poradzę, jak największą ochotę na ćwiczenia mam zaraz po wyjściu z pracy? Trzeba odebrać dziecko, zjeść obiad... Może coś zmienię, nie wiem. Ale muszę się zmotywować, bo się sobie naprawdę nie podobam. Waga pokazuje mi 65kg. Bardzo bardzo chciałabym ujrzeć 55kg....Trzymajcie za mnie kciuki!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz